Ta historia chwyta za serce, bo starszy aspirant Grzegorz Ballas, dzielnicowy w Sośnicy znał zmarłego żołnierza dlatego, że za jego życia, wiedząc że jest osobą samotną, często go odwiedzał. Mężczyzna umarł samotnie, ale znalazł się ktoś, kto chciał go pożegnać.
- Od wielu lat, podczas obchodów dzielnicy, starszy aspirant systematycznie odwiedzał pana Piotra, pomagał mu w załatwianiu formalności urzędowych. Samotny mężczyzna uważał z kolei dzielnicowego za osobę zaufaną. Z uwagi na pogarszający się stan zdrowia i coraz większą nieudolność gliwiczanina zapadła decyzja o umieszczeniu go w domu opieki – dość daleko od Gliwic, bo w województwie lubelskim. Były żołnierz, będąc osobą zapobiegliwą i niemającą rodziny, wykupił sobie wcześniej miejsce na cmentarzu w Sośnicy, gdzie postawił nawet murowany, ozdobiony zdjęciami nagrobek. Policjant zaś, przed laty, obiecał staruszkowi, że w razie jego śmierci dopilnuje, by został pochowany w przygotowanym miejscu - relacjonują policjanci.
Dzielnicowy systematycznie dzwonił do domu opieki, w którym od jakiegoś czasu mieszkał staruszek. Gdy zadzwonił w święto Trzech Króli, powiadomiono go, że mężczyzna nie żyje. Jako osoba samotna, miał spocząć na tamtejszym cmentarzu. Tymczasem grób, pieczołowicie przygotowany przez samego żołnierza, czekał na niego w Sośnicy.
- Dielnicowy oznajmił, że ostatnią wolą zmarłego było, by zostać pochowanym w Sośnicy. Dom opieki zastosował się do słów naszego policjanta i zorganizował transport trumny. Ciało, zgodnie z wolą powierzoną aspirantowi, spoczęło więc na sośnickim cmentarzu, w przygotowanym przez samego pana Piotra grobowcu.
12 stycznia odbyła się ceremonia pogrzebowa, w której, prócz księdza, jedynym odprowadzającym był dzielnicowy Grzegorz Ballas - kończą opowieść policjanci.
Źródło: KMP Gliwice
Komentarze
Zostaw komentarz